Artykuł: Kuchar: w fabryce zabrakło szczęścia Dziś w rajdowych mistrzostwach świata mamy tylko jednego reprezentanta. Czy Michał Kościuszko dostanie szanse sprawdzenia się w zespole fabrycznym? Czas pokaże. Tymczasem przypomnijmy innego kierowcę który kilka lat temu taką szansę dostał...
Pierwszy kontakt
Przygoda Tomka Kuchara z Hyundaiem zaczęła się w 2001 roku. Na początku tego sezonu ustalono, że w mistrzostwach Polski rajdową bronią wrocławskiego kierowcy będzie Hyundai Accent WRC Evo I. Auto dla zespołu Polsat-Dialog Rally Team wypożyczane miało być z Motor Sport Development Ltd. Ta brytyjska firma zajmowała się też prowadzeniem zespołu fabrycznego koreańskiej marki w mistrzostwach świata. Za kierownicą Accenta Tomek przejechał jednak tylko Rajd Dolnośląski. Problemy rozpoczęły się już przed rajdem kiedy eksplodował silnik. Dostarczony w pośpiechu zapasowy motor nie był wiele trwalszy i Kuchar nie ukończył imprezy. Rozczarowany awaryjnością koreańskiej rajdówki Kuchar przesiadł się do sprawdzonej Toyoty Corolli WRC a Hyundai poszedł w zapomnienie. Przynajmniej tak się wówczas wydawało...
Kusząca propozycja
Jesienią tego samego roku okazało się, że na skreślanie Hyundaia jest jeszcze za wcześnie. Tomka i jego ówczesnego pilota Maćka Szczepaniaka zaproszono bowiem na testy nowej rajdówki tej marki. Nie było powodu by z tej propozycji nie skorzystać, więc wrocławska załoga spakowała się i poleciała do Anglii. Na miejscu okazało się, że za tymi testami stoi propozycja startów w fabrycznym zespole Hyundaia. Oczywiście był wymagany wkład finansowy, ale to były śmieszne pieniądze w porównaniu z kosztami które ponieślibyśmy startując własnym autem – wspomina Kuchar. W zamian za wniesiony budżet Koreańczycy obiecywali starty w roli trzeciej załogi w czterech asfaltowych rundach MŚ. Szefowie zespołu zapewniali też, że samochód będzie rozwijany a zawodnicy będą mieli okazję do testów przed rajdem. Oferta była bardzo atrakcyjna więc zgłosiliśmy swój akces – mówi Tomek.

A jak w ogóle doszło do tego, że polska załoga znalazła się wśród pięciu innych zaproszonych na testy? Po naszym starcie Hyundaiem na początku 2001r. w MSD bacznie obserwowano wyniki Tomka – zdradza Maciek Szczepaniak. Tomek jednak uważa, że główna zasługa leży po stronie Paula Turnera, który był wówczas jego managerem: to jego kontakty sprawiły, że zainteresowano się nami.
Bierzemy was!
W styczniu 2002 r. Tomek z Maćkiem byli już w trakcie przygotowań do Rajdu Szwecji w którym mieli wystartować dobrze znaną Corollą WRC, kiedy z Hyundaia przyszła wiadomość: bierzemy was! Na testach oprócz nas było kilka załóg, między innymi Manfred Stohl. A jednak wybrano nas. To było niesamowite – wspomina Kuchar. Na pierwszy start trzeba było czekać do marca, ale już w połowie stycznia Tomek z Maćkiem znaleźli się w Monte-Carlo na oficjalnej prezentacji zespołów i wzięli udział w rekonesansie przed Rajdem Monte-Carlo. Podczas rajdu, jeden z etatowych kierowców zespołu – Freddy Loix - miał groźnie wyglądający wypadek w którym złamał jedną z kości stopy. Pojawiła się możliwość że debiut Tomka w Hyundaiu nastąpi wcześniej niż zaplanowano, czyli w Szwecji. Kontuzja Belga okazała się jednak na tyle niegroźna, że Loix mógł wystartować, zaś Kuchar zgodnie z wcześniejszym planem wsiadł za kierownicę swojej Corolli. Zespół nie robił problemów i łatwo się zgodził na nasz start autem innej marki – wyjaśnia Tomek.

Mało szczęścia
Zaraz po Rajdzie Szwedzkim rozpoczęły się przygotowania do Rajdu Korsyki, pierwszego startu w barwach fabrycznych. Przejechaliśmy setki kilometrów testów, na których wypadaliśmy całkiem nieźle na tle Schwarza czy Loixa – wspomina Kuchar. Na samym rajdzie nie poszło jednak tak dobrze. Hyundaii Accent z numerem 19 pojawił się tylko na jednym odcinku specjalnym – awarii uległ silnik i polska załoga skończyła rajd już po kilku kilometrach. To był jeden z pierwszych sygnałów zapowiadających kryzys w koreańskim zespole, ale w tamtym momencie wyglądało to na zwyczajny przypadek: auto miało zupełnie nowy silnik, w nowym kolektorze jedna z przepustnic była zbyt ciasno dopasowana i po kilku kilometrach się zacięła. Takie rzeczy przecież się zdarzają – relacjonuje wrocławianin. Pozostawało jedynie skupić się na kolejnej rundzie MŚ, Rajdzie Katalonii. Jednak los znów okazał się złośliwy. Na rekonesansie Tomek z Maćkiem mieli poważny wypadek. Na ich Lancera wpadła rozpędzona ciężarówka – zdjęcia rozbitej treningówki wyglądały dramatycznie, ale na szczęście obyło się bez poważniejszych obrażeń. Jednak obaj byli poobijani, a Tomek jakiś czas spędził w kołnierzu ortopedycznym, więc o starcie w Hiszpanii nie było mowy.
Przedwczesny finał
Kontrakt Tomka nie obejmował startu w Rajdzie Cypru, ale wrocławianin chciał wystartować w tej imprezie swoją Corollą. Jednak zespół Hyundaia chciał jakoś zrekompensować nieudane rajdy Katalonii i Korsyki i obiecał dostarczyć auto. Oczywiście jako czwarty kierowca zespołu na tym rajdzie Tomek musiał wnieść cały budżet i jego rajdówkę oklejono tym razem w barwy jego sponsorów. Niestety, to nie był samochód fabryczny, gorzej – to było auto drugiego albo i nawet trzeciego sortu – wspomina dziś Tomek. Mimo problemów technicznych trapiących polską załogę przez cały rajd, Tomek z Maćkiem dotarli jednak do mety. Jak się później okazało było to ich pożegnanie z Hyundaiem. Zespół MSD dostawał coraz mniej środków z Korei i program Hyundaia WRC musiał zostać okrojony. „Sorry, nie mamy więcej pieniędzy. Jak chcecie jeździć dalej musicie pokryć 100% kosztów” – usłyszał Tomek. Niestety, na to nas nie było stać i nasze drogi musiały się rozejść. Rok później zespół wycofał się z mistrzostw świata.

Zrobiłbym to jeszcze raz...
Głównym problemem Accenta WRC była jego awaryjność. Przekonał się o tym nie tylko Tomek, ale i pozostali kierowcy zespołu. To było trochę frustrujące. Mieliśmy swoją szansę, swój moment i zamiast zabłysnąć przegrywaliśmy ze sprzętem – wspomina Maciek Szczepaniak. Problemy z budżetem sprawiały, że brytyjsko-koreański zespół nie umiał sobie z tym poradzić. Nie pomagały też absurdalne czasem sposoby zarządzania: podczas pierwszych testów wypracowaliśmy bardzo fajny setup. Zupełnie inny od zaproponowanego nam na początku, ale jak pokazywały czasy dużo skuteczniejszy. Ale nie dostaliśmy pozwolenia na jego użycie. Z góry przyszła decyzja, że tamten jest sprawdzony i wszyscy pojadą na takim, mimo, że ani Loix ani Schwarz nie radzili sobie lepiej na tamtych ustawieniach – wspomina Kuchar.
Mimo tych niedogodności Tomek i Maciek wspominają ten okres jako wyjątkowy. Nikt mi tego nie odbierze! Ludzi których poznałem, rzeczy których się tam nauczyłem... Gdybym cofnął czas, to nawet wiedząc jak się to skończy, chciałbym to przeżyć jeszcze raz – zapewnia Tomek. Doświadczenia z Hyundaia przydały się później w dalszych startach w WRC. Dopiero gdy przesiadłem się do N-ki przestały mieć takie znaczenie.
Byliśmy wtedy jedyną znaną na świecie polską załogą. Świat kierowców WRC jest bardzo hermetyczny i nie interesuje ich nic poza tym światem. A my wtedy byliśmy tego częścią – mówi Szczepaniak. Maciek który obecnie pilotuje w mistrzostwach świata Michała Kościuszkę, do dziś utrzymuje kontakty z ówczesnymi kolegami zespołu. Na koniec dodaje: Niewiele brakowało, a Tomek byłby teraz w drodze na sam szczyt. Ścigaliśmy się i wygrywaliśmy z kierowcami którzy dziś reprezentują fabryczne zespoły. Tomkowi niestety zabrakło trochę szczęścia...

Komentarze
Zaloguj się